Noworoczne postanowienia

psychologia

Zaczął się nowy rok i w opinii wielu osób wypadałoby rozpocząć go mając w zanadrzu noworoczne postanowienia. Kiedy o tym słyszę, czuję, jak skręcam się w środku.

To skręcanie w środku to mieszanina złości, jakiegoś żalu, niechęci, może trochę przekory. Oraz chęci, żeby jakoś zrzucić z siebie tę konieczność robienia czegoś, co nie kojarzy mi się dobrze.

Jako osoba wysoko wrażliwa (czyli WWO) mam w sobie ten dziwny imperatyw, który każe mi podjąć próbę dostosowania się. Do czego? Do różnych pomysłów podrzucanych przez społeczeństwo, a w skali mikro - przez osoby bliższe i dalsze. Wciąż jest we mnie silna chęć dopasowania się. Na różne, nawet niezbyt dla mnie wygodne sposoby.

Skręcam się w środku, jak proponuje mi się dokładkę na rodzinnym obiedzie. Nie chcąc urazić rodziny a jednocześnie chcąc wstać od stołu bez poczucia ciężkości w żołądku. Podobnie czuję się, gdy ktoś mi zadaje pytania, na które z jednej strony mogłabym odpowiedzieć, ale z drugiej - nie mam po prostu ochoty na ten moment.

Skręcam się więc i teraz, gdy gorączkowo zastanawiam się, co ja mogę zaplanować na ten nowy rok? Jakie cele mogę sobie postawić?

Nowy rok, nowa ja, ten sam koncert życzeń

Ostatnie dni grudnia upływają mi zazwyczaj w atmosferze pewnego niepokoju. Ciągnie mnie do tego, by usiąść i coś zaplanować. Wymyślić coś, co mogłabym zrobić dla siebie w nowym roku. Tradycyjnie wymawiam się zmęczeniem świątecznym i budzę się pierwszego stycznia, nie mając pomysłu na to, co dalej.

Konstruuję więc coś naprędce, a potem przeżywam zawód związany z niezrealizowaniem celów.

Kiedy słyszę słowa "noworoczne postanowienia", moje skojarzenia momentalnie idą w stronę dwóch widowiskowych celów, które prezentują siłę woli. Chodzi o: odchudzanie się i rzucanie czegoś (palenia, picia alkoholu, oglądania telewizji). To cele, których osiągnięcie może budzić podziw i uznanie otoczenia. Robiąc własną listę poza tradycyjnymi punktami mającymi budzić podziw (odchudzaniem i ograniczeniem siedzenia przed komputerem) dodaję jeszcze inne, które są zupełnie niedostosowane do moich potrzeb.

W tym roku jest jednak inaczej. Mam większą przestrzeń do skupienia się na sobie, na tym, czego potrzebuję. Zastanawiając się nad tym, co chcę osiągnąć w 2021 roku mam wrażenie, że te cele określone na szybko mają tylko jeden cel.

Ten cel to zbudowanie odpowiedniej wypowiedzi dla tych, którzy pytają mnie o noworoczne postanowienia.

Czyli znów chodzi o wpasowanie się, o doświadczenie uznania ze strony innych. O udowodnienie sobie i światu, że potrafię dostosować się do tego, jak fukcjonują osoby neurotypowe.

Z drugiej strony doświadczenia ostatnich miesięcy podpowiadają mi, że mogę zrobić wiele, by się dopasować, a i tak nie będę się z tym dobrze czuła. Nie mówiąc o tym, że takie zabiegi raczej nie przynoszą upragnionego spokoju, lecz kolejne uwagi otoczenia. Obudziła się we mnie potrzeba założenia na życiową wędrówkę dobrych butów do chodzenia po górach. Wcześniej czułam presję zakładania szpilek i udawania, że świetnie mi się w nich chodzi.

"Moje" noworoczne postanowienie

W swojej rozprawie doktorskiej Moshontz de la Rocha (2020) dokonuje przeglądu badań związanych z noworocznymi postanowieniami. Według badaczy mają one na celu przybliżyć nas do naszego idealnego "ja", albo oddalić od stanów, które są dla nas niepożądane. Możemy więc mieć motywację nakierowaną na osiągnięcie jakiegoś celu lub na uniknięcie czegoś nieprzyjemnego.

W zależności od naszej konstrukcji psychicznej oraz od wyznawanego systemu wartości cele będą się różnić między sobą. Będą mniej lub bardziej rozbudowane, określone w czasie (krótsze, dłuższe) albo nieokreślone, łatwiejsze lub trudniejsze. Czasem będą to konkretne osiągnięcia (rozwój firmy, zrzucenie kilku zbędnych kilogramów), innym razem będziemy poruszać się w w sferze wartości (np. miłość i stwierdzenie "chcę lepiej okazywać miłość swojej rodzinie"). Różne będą również obszary rozwoju - relacje, rozwój zawodowy, osiągnięcia w edukacji, zmiany w obszarze finansów, zdrowia, społeczności, duchowości.

Choć wspomniane badania pokazują, jak różnorodne mogą być stawiane sobie cele, jak różne te noworoczne postanowienia, mi jest trudno wyjść poza pewne ramy. Z tyłu głowy wciąż odzywają się myśli reprezentujące oczekiwania innych co do mojego wyglądu, mojej pracy, tego, jak układam sobie życie. Dopiero zdystansowanie się do nich pozwala mi skupić się na nowym roku i na tym, co jest w tym "moje".

Wciąż jednak jest dużo do zrobienia. Odkrywając to, co "moje", otwieram worek niemalże bez dna. Pomysłów jest wiele, a moja uwaga biegnie od jednego pomysłu do drugiego. Ten chaos paraliżuje moje działania. Dlatego też ważnym obszarem mojej pracy staje się urealnienie moich marzeń i oczekiwań. Sprawienie, by były konkretne, by skupić się na ograniczonej liczbie pomysłów.

Noworocznie bez postanowień

Podsumowując poprzedni rok widzę, że lepiej mi służy działanie w odpowiedzi na konkretne wyzwania. Wprowadzone zmiany były konsekwencją różnych sytuacji, z którymi chciałam się zmierzyć i wyjść z nich silniejszą. Nie potrzebowałam konkretnych dat - po prostu reagowałam w zależności od okoliczności, wiedząc, dokąd (mniej więcej) podążam.

Może to ma związek z wysoką wrażliwością i (niemalże) nieustanną czujnością i uważnością? Odkrywam, że rzeczywiście nie potrzebuję, by zmiana roku kalendarzowego motywowała mnie do podejmowania pewnych działań. Motywacja to coś, co wypracowuję każdego dnia. Dlatego też w tym roku skupiam się na swoim komforcie działania. Na swoich nogach, swoich butach, a nie na tym, że ktoś nosi szpilki i mi poleca to samo.

Metafora wygodnych butów mocno do mnie przemawia. Tym bardziej, że to ja idę przez swoje życie, nie inni ludzie. Nie ci, którzy pytają o noworoczne postanowienia, ani ci, których oczekiwania wobec mnie były dla mnie bardzo ważne. Ostatecznie to ja podejmuję decyzję i zdecydowanie odmawiam włożenia szpilek! Tym bardziej, że przede mną kolejny rok chodzenia po moich mentalnych górach.

Wsłuchując się w siebie, podejmuję trzy nie do końca noworoczne postanowienia. Chcę zadbać o przestrzeń odpoczynku, o regularne czytanie książek i uprawianie sportu. Pracuję nad tym już od jakiegoś czasu i widzę pierwsze efekty. W kolejce czeka wcześniejsze zasypianie :) Mój proces zmian trwa.